Witam i Pozdrawiam!

Ta strona bedzie czyms w rodzaju kalendarium mojego pobytu na Alasce i w USA. Nie zawsze bede mial kontakt do wszystkich osob, z ktorymi chcialbym sie podzielic tym co tutaj widze i jak mi sie wiedzie. Bede wiec staral sie zamiescic tu w miare najswiezsze informacje o mnie, o Ameryce i o tym co mysle.


 



>>>> Zdjęcia oraz wrażenia z pobytu w Magicznym Autobusie

08.09.2003 poniedzialek g.10.25 AM University of Alaska Anchorage

Jestem juz w Anchorage. Autostop z Homer do Anchorage zajal mi 7 godzin-dosyc dlugo.Ale dzien byl bardzo sloneczny a widoki Polwyspu Kenai   niesamowite. Autostop to swojego rodzaju czesto paradoks.Gdy ponad 3 miesiace temu jechalem z Anchorage do Homer pomimo dosyc poznej pory (na miejsce dotarlem po 11 wieczorem) cala droga zajela okolo 4 godzin.  Dzisiaj w nocy wylatuje do Huston.W czwartek wieczorem powinienem byc juz w Polsce. Do zobaczenia i uslyszenia.

05.09.2003 piatek g.11.03 PM

O Heavenly King  MP3

O Heavenly King, Comforter Spirit of truth,
Who act everywhere present and fillest all things,
Treasury of good gifts and giver of life,
Come and abide in us and cleanse us of all impurity,
And save our souls. O Good One.

05.09.2003 piatek g.9.53 PM

Moja alaskanska przygoda powoli dobiega konca.Jutro promem opuszczam Kodiak i bede zmierzal do Anchorage skad 9 wrzesnia odlatuje,napierw do Huston a dzien pozniej do Polski.Zal mi opuszczac Misje i Kodiak ale tak to jest. Jeden etap sie konczy i zaczyna drugi.Osoby i miejsca ktore tu poznalem i widzialem na dlugo pozostana w mojej pamieci i mam nadzieje ze za jakis czas bede mogl ich odwiedzic. Juz w pazdzierniku zamierzam ponownie wrocic do USA.Tym razem bedzie to najprawdopodobniej Arizona i male miasto Flagstaff w polnocnej czesci tego stanu.Po spedzeniu prawie 6 miesiecy w Ameryce trudno mi dopuscic mysl ze mialbym zostac w Polsce na dluzej.

Na zakonczenie dla wszystkich chetnych zalaczam artykol z dzisiejszego wydania lokalnej gazety Kodiak Daily Mirror.Artykul jest o mnie.Mam nadzieje ze od tego -jak to sie ladnie u nas mowi-woda sodowa nie uderzy mi do glowy(kilka drobnych rzeczy zostalo troche przekreconych, jak na przyklad to ze popieram demokracje-trudno).

Ostatnia dzisiejsza praca, ktora wykonalem bylo scinanie trawy.To bylo w jakis sposob symboliczne gdyz od tej pracy zaczelem swoj pobyt w Misji.Trudno mi sie przyzwyczaic do mysli ze w poniedzialek z rana nie bede juz karmil koni, nie zobacze Anthonego, nie wsiade do niebieskiego trucka, ktory aby ruszyc musi kilka minut sie rozgrzewac,nie bede mogl wpatrywac sie w zatoke i wyspe Woody Island.

Przegladajac komentarze, ktore tu pozostawilem nieodparcie nazuca mi sie mysl ze sa one tylko o mnie i o moich wycieczkach i wyprawach. A przeciez dane mi bylo doswiadczyc rzeczy i poznac wielu ludzi, o ktorych tu prawie nie wspomnialem. Beda w Polsce nigdybym sie nie spodziewal ze moge byc na swego rodzaju imprezie-potancowce zorganizowanej przez Baptystow i Prawoslawnych, moge jesc obiad, w trakcie ktorego czytana jest ksiazka o zyciu Swietych, czy poznac ludzi,ktorych codzienne zycie a nie tylko slowa swiadcza o glebokiej Wierze.

05.09.2003 piatek g.12.49 AM

Wlasnie skonczylem czytac "The long walk" czyli Dlugi Marsz-ksiazke napisana przez Slawomira Rawicza, ktory w kwietniu 1941 roku razem z dwoma innymi Polakami, Litwinem, Grekiem, Amerykaninem i Jugoslowianinem uciekl z radzieckiego obozu pracy ulokowanego niedaleko Jakucka. Idac na piechote czesto glodujac i ocierajac sie o smierc ale z Nadzieja i gleboka Wiara, przeszli Syberie, Mongolie, pustynie Gobi, Tybet i Himalaje, docierajac po roku nieustannego marszu do Indii.Dotarlo ich czterech.W poslowiu autor napisal: "Mam nadzieje, ze "Dlugi Marsz" jest przypomnieniem, iz wolnosc raz stracona jest bardzo trudna do odzyskania." Ksiazke dal mi do przeczytania Father Andrew (czyli Ojciec Andrzej) -mnich z klasztoru na wyspie Spruce Island, ktora mialem okazje przemierzyc okolo miesiaca temu. Jest ona bardzo piekna.Cala porosnieta duzy mi swierkami i pofaldowana. Najwyzsza gora nosi nazwe gory Swietego Hermana, rosyjskiego misjonarza i mnicha, ktory w koncu 18 wieku mieszkal na wyspie.

03.09.2003 sroda g.12.11 AM

Poniewaz okazalo sie iz na ostatniej wyprawie wedkarskiej (krotko wspomnialem o niej okolo 3 tygodnie temu) jedna z osob robila zdjecia oto krotki jej opis. Wyplynelismy w ladny ale dosyc wietrzny sloneczny dzien.Na poczatek nis sie ciekawego nie dzialo. Ryby nie braly.Po zmianie miejsca sytuacja niezbyt sie poprawila.JD zlowil jedna ugly fish czyli brzydka rybe, ktora zazwyczaj sie wypuszcza gdyz wyglada ona niezbyt ciekawie.Ja tym razem staralem sie nie brac udzialu w lowieniu lezac na dachu lodzi i kontemplujac widok nieba:-) Ponownie zmienilismy wiec miejsce. Tym razem kilka osob zlapalo kolejne "brzydkie ryby" oraz kilka malych plaskich, kture tu nazywaja sie solo. Troche z nudow zaczelem przyznawac punkty za zlapane ryby:brzydkie i plaskie byly za 1.Po pewnym czasie poczulem chyba duch maklera gieldowego :-) gdyz aby zachecic wszystkich wyznaczylem 4 punkty za halibuta i 5 za srebrnego lososia. No i zaczelo sie.POd lodzia musiala przeplywac lawica ryb o nazwie cot gdyz nagle wszyscy zaczeli wyciagac raz za razem rybe za ryba (za 1 cota przyznawalem 2 punkty). Uzbrojony w kij bejsbolowy i obcegi biegalem od po calej lodzi, ogluszalem zlowione ryby i zdejmowalem je z haczykow.Ale to byl dopiero poczatek gdyz pojawily sie pierwsze niezbyt duze halibuty.Po jakims czasie zobaczylismy jak wedka Nicka nagle napiela sie i wiedzielismy ze musi byc to dosyc spory halibut.Okazalo sie ze ryba z rozpedu zlapala sie na dwa haczyki :-) u dwoch roznych osob. Po kilkunastu minutach walki zobaczylismy ja.To byl prawdziwy olbrzym.Nasz kapitan Trevor zarzadzil przygotowanie liny i zlapanie jej na lasso.POniewaz nie udalo nam sie zaciagnac petli zdecydowalismy się na wyciagniecie jej na poklad za pomoca trzech hakow. Na szczescie halibut byl juz zmeczony walka i umierajacy z powodu roznicy cisnienia.Jak sie okazalo wazyl on ok okolo 70 kg. Po tym pomyslnosc nas nie opuszczala gdyz zlowilismy dwa dodatkowe duze halibuty z ktorych jeden okazal sie byc najwiekszy. Do portu wrocilismy przy zapadajacym zmierzu. Oto kilka zdjec:
 

Heather i jej najwiekszy halibut

 

Z hakami na rybe

 

Pierwsza duza sztuka

 

Ryba na powierzchni

 

Jeden z cot'ow

 

Nick pomaga Heather

 

Kolejny halibut na pokladzie

 

Andrew pomocnik kucharza w akcji

01.09.2003 poniedzialek g.11.16 PM

W niedziele uzbrojony w kilkunastometrowy zwoj liny oraz come along (czyli narzedzie pomocne przy wyciaganiu z blota) ponownie wyruszylem fourweelerem (czyli czterokolowcem -tak jest tu on powszechnie nazywany) do Saltry Cove-miejsca w innym koncu wyspy gdzie rzeka Saltry wpada do oceanu.Miejse te slynie z duzej ilosci ryb i dosyc trudnej drogi,ktora mozna przebyc wlasnie fourweelerem.Tym razem droga byla trudniejsza gdyz po ostatnich opadach deszczu American river, ktora trzeba czesto przekraczac wezbrala a ponadto wszystkie kalurze -weczesniej suche powypelnialy sie woda i blotem.Czterokolowiec ma jednak duza moc.Pomimo ze moj byl dosyc stary i mial lyse opony a w prawym kole cos co jakis czas przerazliwie skrzypialo udalo mi sie przebyc trase w dosyc dobrym stylu. Wczoraj gdy dotarlem do oceanu byl akurat odplyw i nie udalo mi sie zlapac zadnej ryby ( a moze jestem kiepskim rybakiem?) Za to stosujac niekonwecjonalny styl lowienia chodzac z duza kloda drewna, tak wystraszylem dwa duze srebrne lososie iz te z rozpedu (sa szybkie jak rakieta) wpadly na plycizne z ktorej nie potrafily sie wydostac.Poniewaz jednak mialy one juz dosyc duze cerwone pasy oznaczajace iz ich czas zycia dobiega konca, zostawilem je w spokoju. Dzisiaj w drodze powrotnej ubrany w krutkie spodenki, kalesony(bylo zimno) oraz ochraniacze, czulem sie jak na rajdzie motokrosowym, ochlapany blotem gnajac przed siebie przez rozliczne kaluze.Rozgrzany fourweeler czesto parowal gdy wjezdzalem w zimna wode ktora chlodzila silnik i inne czesci. Wygladalem chyba troche jak nowicjusz gdyz wszyscy inni z powaznymi minami, ubrani byli w grube mysliwskie kombinezony, kaski oraz poruszali sie najczesciej dwojkami. W pewnym momencie utknelem w dosyc duzej kaluzy, ale na szczescie po zmianie biegu na najnizszy udalo mi sie z niej wydostac.

28.08.2003 czwartek g.6.37 PM

Kilka zdjec z naszej samolotowej wyprawy:

       
       
       

28.08.2003 czwartek g.12.40 AM

Wszystko rozmieszac i podgrzac.

26.08.2003 wtorek g.10.58 PM

 W sobote mialem okazje zobaczyc Kodiak z powietrza.Znajomy jednej z osob ktora poznalem w Misji nie ma jeszcze licencji pilota, ktora uprawnia do przeworzenia innych osob odplatnie i dzieki temu w cenie kosztow wraz z dwoma osobami mialem okazje obejrzec znaczna czesc wyspy w okolo 2 godziny.Samolot byl dosyc maly (zabiera 4 osoby) i w niektorych momentach lecielismy dosyc nisko. Dzieki temu w miejscu gdzie jedna z rzek wpada do oceanu zobazylismy niedzwiedzia, ktory wlasnie lowil lososie :-)Poniewaz dzien byl bardzo sloneczny i widocznosci byla bardzo dobra moglismy leciec pomiedzy gorami.Dzieki zestawowi specjalnych sluchawek z mikrofonami, ktory byl w samolocie pilot mogl w czasie drogi objasniac nam mijane miejsca. Na koniec po wyladowaniu pomoglismy zatankowac benzyne (reczna pompa) i wepchnac samolot (byl bardzo lekki)w przeznaczone miejsce na lotnisku.  
Z kolei w niedziele pol dnia spedzilem nad rzeka Olds River lowiac na wedke srebrne lososie ktore wlasnie wplywaja do rzek.Poniewaz byl odplyw nie udalo mi sie nic zlapac.Widzialem za to duzo martwych innych rodzai ryb, ktore wplynely do rzek juz dawno temu i po zlozeniu ikry umarly. W rzece bylo tez duzo rozowych lososi, ktore jak wygladalo po woli umieraly(zazwyczaj zmieniaja kolor, nie sa zainteresowane pozywieniem i traca luski) .Smutny widok.

16.08.2003 sobota g.11.52 PM

Pare dni temu poznalem Nicka. Jest nauczycielem pracy techniki w szkole sredniej i wlasnie otrzymal prace w Kotzebue-malym miasteczku na Alasce za kolem polarnym a jutro wylatuje z Kodiak( wlasnie zaczyna sie rok szkolny). Byl jedynym kandydatem- prawdopodobnie dlatego iz zimy sa tam dosyc srogie i ciemne a ceny podstawowych produktow wieksze o okolo 30-100%. Pomimo ze ma tylko 24 lata i 1 rok stazu bedzie zarabial okolo 3700 USD miesiecznie i uczyl roznych ciekawych rzeczy np: jak naprawia sie fourweeler czyli powszechnie uzywany tu czterokolowiec,robienia roznych rzeczy z drzewa itp. Oprocz tego bedzie polowal na carribou i inne dzikie zwierzeta.Dzisiaj pomagalem mu robic zakupy zywnosci w supermarkecie, ktora wyslal nastepnie wraz z innymi rzeczami na swoj przyszly adres. Nastepnie pol dnia spedzilismy na wycieczce nad zatoka o nazwie Larson Bay cwiczac sie w strzelaniu do celu z kilku rodzajow broni.Dodam ze generalnie kazdy moze tu kupic (nawet w supermarkecie) bron do polowania bez zadnego pozwolenia (bron reczna rowniez mozna kupic bez zadnych problemow z tym ze sprzedawca w specjalnym systemie komputerowym musi sprawdzic najpierw czy dana osoba nie byla karana itd).

Poniewaz Nick jest kims w rodzaju eksperta w dziedzinie samochodow dzieki niemu przez ostatnie 3 dni dowiedzialem sie dosyc duzo o samochodach w USA tzn w jaki sposob najlepiej mozna kupic samochod, jakie marki sa najlepsze, co trzeba sprawdza itd Okazuje sie ze nalepsze sa samochody japonskie gdyz amerykanskie psuja sie o wiele szybciej i maja wiele defektow.Dodam ze w USA wiekszosc ludzi posiada minimum 1 samochod. W Misji jednym z moich czestych zajec jest sprawdzanie oleju silnikowego , zmiana kol, odkurzanie wnetrz i inne drobne prace zwiazane z naprawami samochodow.

10.08.2003 Niedziela g.10.03 PM

Wlasnie wrocilem z szybkiego rajdu do rzeki o nazwie Saltary creek, ktora od drugiej strony wyspy wpada do oeanu. Poniewaz droga, która tam wiedzie jest nieprzejezdna dla samochodow, jedynym sposobem na szybkie dostanie sie tam jest fourweeler(czterokolowiec) czyli cos w rodzaju motoru z czterema kolami. W piatek pol dnia spedzilem na wymianie malego akumulatora w fourweelerze który jest w Misji i dzisiaj po zaladowaniu go na trucka oraz wyposazony w kilkanascie metrow liny i specjalne urzadzenie do wyciagania z blota(na wypadek gdybym utknal po drodze) i dobre rady Trevora wyruszylem w droge. Jadac waskim szlakiem czulem sie jak na rajdzie motokrosowym.Droga prowadzila przez gory i byla dosyc wyboista a w miedzyczasie zaczal padac deszcz. Na szcescie mój czterokolowiec wytrzymal (choc jedno kolo co jakis czas zgrzytalo) i po okolo 2 godzinach ujrzalem ocean. Na miejscu powitaly mnie lososie, które wyskakiwaly wysoko ponad wode i stado bizonow, które spokojnie pasly sie na lace(z tego co wiem bizony zostaly przywiezione tu jakis czas temu) .Po wykonaniu honorowej rundy na pobliskiej plazy i polgodzinnym odpoczynku rozpoczalem droge powrotna, która na szczescie minela dosyc spokojnie

Wczoraj natomiast razem z kilkoma innymi osobami wyplynelismy na ocean w poszukiwaniu ryb. Uzywajac zwyklych wedek moi koledzy (ja tym razem lezalem na dachu lodzi i liczylem ryby innych) zlowili ich dosyc duzo z czego 3 halibuty byly wrecz ogromne.Po raz pierwszy widzialem tak duze ryby, kazda z nich wedlug przyblizonych obliczen wazyla okolo 70 kg i aby je wciagnac na poklad musielismy uzyc 3 hakow.

26.07.2003 Sobota g.11.22 PM

W ostatnia srode gralismy w baseball'a. Dosyc dobrze wychodzily mi wybicia pilek choc niektorzy zartowali ze stosuje krykietowy styl uderzenia (nigdy nie gralem w krykieta) :-) Gorzej natomiast dawalem sobie rade z wylapywaniem i nasz kapitan Jim ustawial mnie na pozycji gdzie nigdy nie leciala zadna pilka. Generalnie bylo dosyc wesolo i tylko na koncu jeden z wolontariuszy- JD skrecil sobie noge w kostce.  

Z kolei okolo tydzien temu po raz pierwszy lowilismy rozowe lososie (pink salmon) -tym razem w rzece. Wlasnie trwa na nie sezon i calymi lawicami wplywaja do malych strumieni i rzek. Jest ich tak duzo a rzeki sa tak plytkie iz w niektorych miejscach lososie wygladaly jak male rekiny gdyz  pletwy grzbietowe wystawaly im na powierznie. Rzeka w ktorej lowilismy byla wypelniona po brzegi rybami, ktore jednak  nie byly zainteresowane juz przynetami  gdyz zgodnie z ich systemem zycia po wplynieciu i zlozeniu ikry po prostu umieraja. To nisamowity widok ogladac ryby, ktore calymi lawicami stoja po prostu w miejscu i czekaja na smierc. Dopiero gdy przenieslismy sie w miejsce gdzie rzeka wpada do oceanu zlowilismy po kilka sztuk. Poniewaz i tam jest ich bardzo duze obowiazuje tu limit 5 ryb, ktore mozna zlapac jednego dnia na wedke. Z tego co wiem to za okolo 2 tygodnie rozpocznie sie sezon na krolewskiego lososia (king salmon) i srebrnego (silver salmon).

20.07.2003 niedziela g.3.31 PM KBM

Zapraszam do obejrzenia zdjec z niedawno wywolanego filmu.

14.07.2003 poniedzialek g.10.21 PM KBM

Czasami stojac na pomoscie lub na lodzi -czy to na jeziorze czy morzu- po glowie placze mi sie troche "ulanski" pomysl wskoczenia do wody tak po prostu w ubraniu nie zwracajac uwagi na pogode. I tylko zdrowy rozsadek ratuje przed tym troche smiesznym -i pewnie jak powiedza niektorzy- glupawym pomyslem.W ostatnia sobote zdrowy rozsadek zostal odsuniety na bok. W wyniku tego ubrany w gore-tex, polar, buty itd. wskoczylem do zimnego oceanu z lodzi ktora po woli wracalismy do domu z krotkiej wycieczki. Bylo mokro, ale zimno poczulem dopiero potem (wyciagnieto mnie po kilkunastu sekundach) gdy juz wracalismy dalej. Na zakonczenie moglismy ogladac kilkanascie lwow morskich, ktore wylegiwaly sie niedaleko portu.

Nastepnego dnia w niedziele pogoda kompletnie sie zmienila i zaczely sie prawdziwe upaly. Pol dnia spedzilem na pikniku w innej czesci wyspy razem z wychowankami Saint Innocent's Academy.Jest ona czyms w rodzaju szkoly i internatu dla mlodziezy "z problemami" prowadzonej przez prawoslawnego ksiedza. Nigdy bym nie pomyslal ze bede mial mozliwosc cos takiego zobaczyc i poznac ludzi ktorzy tam mieszkaja. Sposob w jaki ksiadz Paisias prowadzi szkole robi duze wrazenie. Kilka osob z wyrzuconego przez ocean na brzeg bali drewna i wysechnietych wodorostow zbudowalo duzy krzyz przy ktorym zostalo odprawiona krotka wieczorna modlitwa podczas ktorej wszyscy spiewali. Ja po prostu stalem i troche nie moglem uwierzyc ze tam jestem. Nastepnie siedzielismy i jedlismy hamburgery z grilla (smakowaly niezle) a ksiadz siedzial i glosno czytal jak powinna wygladac spowiedz.

Z kolei dzisiaj postanowilismy wraz z Anthony'm (Anthony to osoba z ktora pracuje) ze wzgledu na niesamowity upal skrocic troche dzien pracy i wykompalismy sie-tym razem juz normalnie- w oceanie.Woda byla zimna tak ze spedzilismy tam okolo pol minuty. Z tego co sie wczesniej dowiedzialem w takiej wodzie czlowiek w zaleznosci od masy ciala i ubrania moze wytrzymac od 10 do 30 minut.

10.07.2003 czwartek g.10.19 PM KBM

W ostatnim tygodniu dwukrotnie lowilismy czerwone lososie. Wlasnie teraz wplywaja one z oceanu do rzek i dzieki temu latwiej mozna je zlapac. Po zakotwiczeniu naszej lodzi u ujscia jednej z rzek (Buskin River) udalo nam sie w miare dobrze ustawic siec tak ze zlapalismy 11 sztuk. Byly one dosyc duze-okolo 50-60 cm dlugosci. Jak sie okazalo najwiekszym problemem bylo wyplatywanie ich z sieci gdyz ryby walczyly do konca. Dwa dni pozniej mialem okazje po raz pierwszy sprobowac wedzonego lososia-smakuje niesamowicie. Do tego celu ze starej metalowej szafy i wentylatora zbudowalismy smoker czyli mini wedzarnie -wyglada na prawde profesjonalnie :-)

W ostatni wtorek mielismy rekordowe upaly- 80 stopni Farenhaida (tak podala gazeta czyli okolo 30 stopni Celesjusza) skozystalem wiec z okazji i wykapalem sie w oceanie. Woda byla na prawde lodowata -nieznacznie powyzej zera. Zbyt daleko nie doplynalem.

Od jakiegos czasu organizuje sobie kajakowe wyprawy na pobliska wyspe Woody Island (okolo 20 minut kajakowania). Jest prawie nie zamieszkana, pagorkowata  i cala porosnieta lasem. Lubie lezec na brzegu, wsluchiwac sie w szum fal i wpatrywac sie w niebo i szybujace wysoko orly. Orly sa niesamowite. Mozna sie  wnie wpatrywac bez konca. Jest tu ich bardzo duzo, tak ze kazdego dnia mozna zobaczyc je kilka, kilkanascie razy. Potrafia zawisnac wysoko w gorze i bez machania skrzydlami kolowac.Najladniejsze sa te z bialymi glowami i ogonami.

25.06.2003 sroda 12.18 AM KBM

Teraz moze kilka slow o tym co zazwyczaj robie kazdego dnia. A wiec po tym jak pozytywnie wypadlem jako scinacz trawnikow, otrzymalem pierwsze bojowe zadanie polegajace na porannym karmieniu koni. Jest ich 8 i generalnie kazdy z nich dostaje inny rodzaj pozywienia. Na poczatku konie dosyc nieufnie podeszly do mojej osoby a jeden z nich nawet probowal mnie ugryzc gdy probowalem otworzyc jego boks :-) Maja one swoja hierarchie, tak ze silniejsze zazwyczaj chca wykrasc pozywienie (czyli siano i kilka roznych mieszanek) slabszym. Jest z tym troche problemu. Dalsza czesc dnia spedzam zazwyczaj jako pomocnik Anthony'ego czyli osoby, ktora w Misii zajmuje sie  wszystkimi mozliwymi rzeczami ktore mozna naprawic (dzisiaj na przyklad wymienialismy duza kuchenke elektryczna). Oprocz tego w kazdy poniedzialek i ostatnia srode miesiaca zajmuje sie przywozeniem produktow zywnosciowych, ktore Misja otrzymuje w postaci darowizny od lokalnych supermarketow. Generalnie pomagam po prostu kazdemu kto takowej pomocy potrzebuje. Dzisiaj asystowalem kucharzowi przy patroszeniu lososi, ktore wczoraj przywiozlem, natomiast kilka dni temu wymienialismy czesci w starej lodzi, ktora teraz dosyc niezle plywa. No a wieczorami analizuje wykresy gieldowe :-)

 24.06.2003 wtorek 12.10 AM

Ostatnio nic nie pisalem generalnie dlatego ze za bardzo nic sie nie dzieje.Co nie oznacza ze sie nudze.Dzisiaj miala miejsce ciekawa i szybko akcja.Otoz okolo 8 wieczorem dostalem telefon z informacja ze jeden ze skipperow lodzi rybackiej chce przekazac Misji jako darowizne 100 sztuk czerwonego lososia (prawdopodobnie nie mogl tego sprzedac). Po krotkiej konsultacji z szefem Misji w strugach ulewnego deszczu wyruszylem starym trackiem do portu. Po drodze zajechalem do jednej z przetworni ryb mieszczacej sie nieopodal po lod.Pomimo poznej pory czlowiek ktorego tam spotkalem na haslo Kodiak Baptism Mission bez zadnych problemow nasypal mi pol pojemnika. Niestety, bylem tak podekscytowany swoja misja a widocznosc przy padajacym deszczu byla slaba ze cofajac zgniotlem lekko tylny zderzak :-) Na szczescie track (wyglada prawie jak czolg) jest stary i caly pogiety tak ze nie ma z tym zadnego problemu. Do portu przybylem troche za pozno gdyz ktos inny przede mna zabral juz wiekszosc ladunku ryb.Wzielem to co zostalo i wrocilem spowrotem.

W ostatni weekend z kolei, z grupa innych wolontariuszy bylem na krotkiej wycieczce w pobliskich gorach.Przy okazji nauczylem sie rozpalac ognisko gdy wszystko dookola jest mokre.Nalezy po prostu zestrugac nozem wilgotna czesc drewna i przy odrobinie wysilku cos z tego moze wyjsc :-) Mam nadzieje ze was nie zanudzilem. Szczegolnie tych ubranych w garnitury i siedzacych wlasnie przy biurkach w swoich firmach :-) :-)

08.06.2003 niedziela g.8.56 PM KBM

Ten rysunek jest troche spozniony gdyz wiem ze referendum juz sie skonczylo i wiekszosc glosowala za przystapieniem. Wiem tez ze jak za komunistycznych czasow i tym razem media pokazywaly jedyny sluszny wybor odcinajac przeciwnikow wstapienia do EU lub tez ich osmieszajac na wszystkie mozliwe sposoby. Wiem rowniez ze jest tylko jeden sposob na to aby Polska byla NORMALNYM krajem. Nie jest to UE, ani rozmaite inne pomysly typu "rzad musi chronic przemysl" lub "edukacja jest najwazniejsza". Ten jedyny sposob to po prostu KAPITALIZM. Koniec kropka.

 

01.06.2003 niedziela g.18.10 PM KBM

Pada deszcz. Jak sie okazuje wyspa Kodiak lezy w obszarze czestych opadow co miedzy innymi jest spowodowane cieplym pradem, ktory przybywa tu z Japonii. Konsekwencja tego jest czeste zachmurzenie i opady wiosna oraz latem ale "cieple" zimy.Z tego co slyszalem praktycznie nie ma tu sniegu. Dlatego tez wyspa byla wybrana jako glowne miejsce i stolica rosyjskiej Alaski okolo 200 lat temu. Z tych czasow zostalo wiele nazw ulic, ktore nosza rosyjskie nazwiska (na przyklad Rezanof Dr. przy ktorej znajduje sie Misja), cerkiew w tradycyjnym rosyjskim stylu i wielu amerykanow, ktorych przodkami byli rosyjscy osadnicy. Poniewaz miejscowosc Kodiak liczy tylko okolo 12 000 osob (cala wyspa okolo 15tys) ceny sa wyzsze niz w innych miejscach Alaski. Komentarze w gazetach lokalnych, tak na Kodiak (Kodiak Daily Mirror) jak to bylo w Fairbanks generalnie sa przeplatane socjalistycznymi pomyslami wprowadzania nowych podatkow, wiekszej "pomocy" i dofinansowania dla wyspy oraz "ochrony" miejsc pracy-smiech na sali :-( :-( :-( tak ze czasami sie dziwie w jaki sposob tu ciagle jest Kapitalizm. Poki co na Alasce nie ma sales tax'u czyli podatku podobnego do europejskiego VAT'u. Poniewaz spowolnienie gospodarki w ostatnich latach spowodowalo powstanie deficytow budzetowych we wszystkich stanach,takze I na Alasce, oprocz pomyslow obciecia wydatkow (np. likwidacje autobusow, ktore niby to maja rozwozic dzieci do szkol ale najczesciej jezdza puste i innych "programow") pojawila sie idea wprowadzenia sales tax w wysokosci 3% (niby malo ale od tego sie zaczyna, zreszta wiele lokalnych miast ma juz swoje wlasne sales tax'y-np Kodiak - 6%). Pomysl nie przeszedl i rozlegl sie powszechny lament ze trzeba bedzie zwalniac ludzi pracujacych w instytucjach publicznych. Na szczescie wyglada iz poki co idea ciecia wydatkow przewaza nd wprowadzeniem nowych i zwiekszaniem starych podatkow. Z drugiej strony kilka dni temu zostala zatwierdzona kolejna obnizka federalnego podatku dochodowego. I tak na przyklad osoba, ktora zarabia do 2567 USD miesiecznie zaplaci 15% podatku (nawet mniej, jesli policzy sie ze pierwsze 221 USD miesiecznie nie jest opadtkowane a kolejne 808 ma stawke 10%) Co ciekawe poniewaz sa odliczenia zwiazane z posiadaniem dzieci ( na jedno dziecko mozna odliczyc od 600 do 1 tys USD podatku rocznie) de facto stopa podatku dochodowego dla osob bedacych w stawce 15% i posiadajacych dwojke dzieci, kozystajacych z innych odlaczen wynosi kilka procent. Poniewaz obnizke uchwalono z data wsteczna od 1 stycznia zwroty nadplaconych podatkow pojawia sie w postaci czekow od 25 lipca bez skladania dodatkowych formularzy. Zreszta zacytuje co sama IRS (czyli amerykanski urzad podatkowy) pisze na ten temat na swojej stronie internetowej: "Starting on July 25, the checks will be issued to about 25 million eligible taxpayers. And you don't have to call, apply or fill out another form. Just sit back and think of how you'll spend the money.  Maybe a new wardrobe, a DVD player, a Coverdell Education Savings Account ...? If you want details, we've got them. And remember to thank those little treasures you call your kids."  Po prostu AMERYKA :-)

OK.Mam nadzieje ze nie zanudzam. Mnie to ekscytuje ale nie zapominam ze niestety socjal tez tu istnieje.Jesli chodzi o mnie to poki co w ostatnim tygodniu modelowalem trawniki oraz pomagalem budowac male ogrodki. Dano mi tez nowa, odpowiedzialna prace-co rano mam karmic konie :-) Jeden probowal juz mnie ugryzc :-)

30.05.2003 piatek g.10.16 PM KBM

Wczoraj wywolalem jeden film. Poniewaz jednak zdjecia robilem uzywajac malego automatycznego aparatu Kodaka bez zoomu, raczej nie wygladaja zbyt super. Zawsze to jednak cos. Zapraszam tu .

24.05.2003 Sobota g.10.17 PM Kodiak Baptism Mission

Jestem juz na wyspie Kodiak. Droge z Anchorage do Homer (okolo 330 km) przebylem dosyc szybko pomimo ze wyruszylem dosyc pozno. Poniewaz podrozowalem autostopem (sredni okres oczekiwania na Alasce to okolo 20-30 min!!!) mialem okazje poznac skippera lodzi rybackiej z Homer i dowiedziec sie wielu rzeczy zwiazanych z lowieniem lososi w zatokach na poludniu Alaski. Byl tak mily ze zaproponowal abym nocowal w czyms rodzaju domku letniskowego, ktory byl na terenie ziemi ktora nalezala do niego (wybralem swoj namiot). Dwa dni pozniej odwiedzilem jego lodz "Agave" i spedzilem tam caly dzien obserwujac jak przygotowuja sie do sezonu polowu czerwonych lososi, ktory trwa od czerwca do wrzesnia oraz pomagajac w drobnych rzeczach. Gdy zaczelem pytac o mozliwosc znalezienia pracy okazalo sie iz na innej lodzi poszukuja wlasnie zalogi i moge tam sie znalezc. Z tego co sie zorientowalem to placa od okolo 4 do 5 tys. USD miesiecznie. Jednym slowem niezle. Bylo to tez jakies urzeczywistnienie mojego troche szalonego pomyslu sprzed 8 lat kiedy to po raz pierwszy przyjechalem do USA planujac ze bede podrozowal autostopem i jednoczesnie szukal pracy.Wtedy zderzylem sie z twarda rzeczywistoscia i porzucilem tamten pomysl. Co do pracy na lodzi (a raczej na malym statku), ktora bylaby ciekawym wyzwaniem (od maklera do rybaka :-) to poniewaz mam w planach pracowac przez lato jako woluntariusz nastepnego dnia odplynelem promem na Kodiak.

Jestem tu drugi dzien i jak na razie bardzo mi sie to miejsce podoba. Wyglada ze zatrzymam sie tu na okolo 2-3 miesiace. Z tego co sie zorientowalem to bede pomagal przy roznych pracach na terenie Misii. Na poczatek urzywajac recznej kosiarki przycinalem trawniki, ktore w Ameryce prawie wszedzie wygladaja wrecz idealnie. Poniewaz dostalem pokoj w domu, w ktorym  mieszka tez kucharz jak na razie na jedzenie nie moge narzekac :-) Jutro jest organizowana jakas wycieczka na pobliska wyspe.

19.05.2003 poniedzialek University of Alaska Anchorage g.10.57 AM

W piatek wrocilem do cywilizacji. To jest troche niesamowite gdy przez dwa tygodnie mowi sie tylko do siebie a w nocy sie marznie. Rozbijanie namiotu, przygotowanie kolacji, ktora po jakims czasie ma juz prawie taki sam smak kazdego dnia gdyz do wyboru ma sie ryz lub makaron plus kilka rodzajow sosow, ktore po rozpuszczeniu i tak smakuja tak samo, liczenie ostatnich drazetek M&Ms.  Przez spora czesc wedrowki szedlem stara lesna droga, szlakiem Stampede, z ktorym jest zwiazana historia Chrisa McCandlessa (zginal w tajdze)-bedac tam postanowilem ze o nim napisze oddzielnie gdyz byl on jednym z powodow, dla ktorych wybralem wlasnie ta droge.No i nie bylo komarow.Byly za to zimne noce (gdy rano budzilem sie woda w kubku byla zamarznieta) i troche marzlem. Na poczatku wygladalo ze wiosna niedlugo sie zacznie.Okazalo sie to troche zludne gdyz ostatniego dnia spadl snieg i lisci wciaz jeszcze nie bylo widac. Na szczescie nie spotkalem zadnego niedzwiedzia ale widzialem 3 wilki, z ktorych jeden zblizyl sie na odleglosc okolo 10 metrow-nie wiedialem czy sie bac czy byc podekscytowanym. Rzeki byly wciaz czesciowo zalodzone a widoki w niektorych miejscach niesamowite. Okazalo sie iz zle obliczylem swoje racje zywnosciowe i zabralem za malo zywnosci skutkiem czego posilki kazdego dnia byly mniejsze. Snily mi sie lody i pizza. Dosyc szybko udalo mi sie dotrzec autostopem do Palmer a potem do Anchorage gdzie tymczasem wiosna w pelni i dookolo jest zielono. Dzis zamierzam skierowac sie dalej na poludnie do Homer (okolo 220 mil), z ktorego odplywaja promy na wyspe Kodiak. Zdjecia oraz wrazenia z pobytu w Magicznym Autobusie.

01.05.2003 czwartek. g 7.30 PM UAF

Ostatnie dwa dni byly dosyc ciekawe. W wtorek z poznanym dzien wczesniej Darkiem z Polski pojechalismy okolo 240 km do rzeki Yukon. Koncowka drogi przypominala Syberie. Po drodze byly tylko dwie male miejscowosci wygladajace jakby ktos cofnal je w czasie jakies 20 lat. Rzeka byla zamarznieta. Tymczasem wczoraj polecielismy do malej indianskiej wioski Anatuvuk Pass polozonej za kolem podbiegunowym, prawie rowno na 68 rownolezniku. Poniewaz powiedziano nam wczesniej iz aby tam spedzic noc musimy miec specjalne pozwolenie miejscowej wladzy (Board of Directors) w pospiechu wyslalismy oficialny faks o zamiarze nazego przybycia a przez telefon udalo mi wplynac na rozpatrzenie naszej prosby w trybie nieformalnym czyli bez zwolywania specialnego zebrania. Przy ladowaniu przezylismy niezla przygode gdy okazalo sie ze chmury skutecznie uniemozliwiaja pilotowi ladowanie w dolinie  pomiedzy pasmami gor Brooks Range. Poniewaz lecielismy dosyc malym samolotem (maksymalnie zabiera 8 osob) w pewnym momencie czulem sie jak w filmie gdy pilot manewrowal pomiedzy pobliskimi szczytami rozgladajac sie na boki. Na szczescie zachowal on zimna krew i wyladowalismy szczesliwie. Gdy znalezlismy sie na miejscu okazalo sie ze zima jest tam jeszcze w pelni. Tymczasem od Mike'a -miejscowego pracownika National Park Service dowiedzielismy sie iz wcale nie potrzebowalismy zadnego zezwolenia i zostalismy wprowadzeni w blad. Wyglada na to iz pod pozorem zalatwiania zezwolen dla przyjezdnych firma lotnicza Warblows razem z  Board of Directors wioski moga windowac wysoko ceny za przeloty i wizytowanie wioski podczas gdy zadne zezwolenia wogle nie sa wymagane.Przy okazji dowiedzielismy sie iz miejscowi mieszkancy maja sie calkiem niezle.Owa Board of Directors to zarzad firmy, ktora od rzadu amerykanskiego otrzymuje duze pieniadze za prawa do wydobywania ropy naftowej i jest wlascicielem okolicznych ziem.  Za rada Mik'a zalozylismy nasze obozowisko za pasem startowym lotniska. Poniewaz wszystko bylo jeszcze zamarniete, namiot udalo sie rozbic w wyschnietym kamienistym korycie rzeki. Na tej szerokosci geograficznej o tej porze dzien trwa juz 24 godziny i wcale sie nie sciemnia. W "nocy" bylo -11 stopni i mozna bylo zmarznac. Tymczasem dzisiaj po dwu godzinach lotu znalezlismy sie z powrotem w Fairbanks gdzie tymczasem temperatury sa juz prawie letnie. Poniewaz jutro opuszczam Fairbanks i jade do Parku Narodowego Denali nastepny komentarz za okolo 2 tygodnie.

28.04.2003  poniedzialek g 9.29 PM UAF

Dzis okazalo sie iz jest szansa ze moge byc wolontariuszem w misii Baptystow na wyspie Kodiak. Jutro mam rozmawiac jeszcze o tym z osoba ktora jest tam odpowidzialna za wszystkie sprawy. Z drugiej strony w srode lub w czwartek wyruszam na wedrowke do Denali a raczej po szlaku ktory wiedzie przy jego granicy.Licze ze bedzie to ciekawe doswiadczenie.

Tymczasem w sobote  przytrafila sie ciekawa sytuacja.Otoz w srode bylem w lokalnym IRS (czyli amerykanskim urzedzie podatkowym) gdyz doszedlem do wniosku ze przyda mi sie numer podatkowy (przykra sprawa ale tak to wyglada) i poszedlem zlozyc wniosek.W sumie ciekawie to wyglada. Dwaj ludzie, ktorzy tam pracowali  uwijali sie jak w ukropie (jeden wydawal sie naprawde spocony ciaglym chodzeniem i mowieniem) nie tylko przyjmujac papiery ale udzielajac rad jak wypelnic formularze i co lepiej sie oplaca! Jeden z nich wzial moj formularz sam powypelnial pola wpisujac numery z mojego paszportu, ktorych nie wpisalem a gdy bylem pewien ze teraz bede musial wypelnic formularz jeszcze raz na czysto (po jego korektach byl caly popisany czerwona kredka), powiedzial ze jest ok i moge go zlozyc.

Nastepnie okazalo sie ze jednak biurokracja to biurokracja gdyz przypomnial sobie ze kilka dni wczesniej dostal e-maila iz moj formularz zostal zastapiony nowsza wersja.Zaczal wiec dzwonic i sprawdzac gdzie moze znalezc ta nowsza wersje itd

Skonczylo sie na tym ze mialem zadzwonic za kilka dni aby dowiedziec sie czy musze skladac wniosek na nowym formularzu.

 Tymczasem w sobote spacerujac po miescie przypadkowo  spotkalem go na chodniku i wykorzystalem to aby spytac jak sie sprawy maja.Powiedzial mi ze jest ok i ze nie ma problemu.Nastepnie zaczelismy rozmawiac na inne tematy:byl ciekaw co robie i jakie mam plany.Skonczylo sie na tym ze  gdy wroce z wyprawy do Denali  to mozemy sie umowic na sobote i niedziele pojezdzic na rowerach niedaleko Fairbanks.

Przy okazji powiedzial ze dobrze mu placa i jest to bezpieczna praca (czyli  nie zwalniaja)

22.04.2003 g.7.16 PM UAF

Caly czas brak konkretnych rezultatow jesli chodzi o bycie wolontariuszem na Alasce. Jeszcze wczoraj wygladalo na to ze jestem bliski sukcesu gdyz znalazlem w miare ciekawa oferte w jednym z Parkow  Narodowych lezacych tuz za kolem podbiegunowym (okolo 300 km dalej polnoc od Fairbanks).Wygladalo ze zostalem wstepnie zaakceptowany gdy tymczasem dzisiaj okazalo sie iz problemy ze zmiana wizy z B2 na J1 sa wieksze niz myslalem i chyba nic z tego nie wyjdzie. Jest coraz cieplej i niedlugo powinny pojawic sie pierwsze liscie.Za tydzien planuje opuscic Fairbanks i udac sie na kilkudniowa wedrowke do Parku Narodowego Denali (okolo 200 km na poludnie).

20.04.2003 g.4.29 PM UAF

Z duzej ilosci kart telefonicznych w USA, ktore przejrzalem (a stracilem na to kilka godzin) ta jak na razie najbardziej mi sie spodobala. Jednakze paradoksem jest iz rozmowy do Polski sa tu tansze niz  na Alasce (ale to wina monopolu ASC Alaska). Moze komus sie kiedys przyda.

18.04.2003 g.4.44 PM  piatek UAF

Ostatnie byly dosyc meczace gdyz spedzilem ja dzwoniac pod rozne numery w poszukiwaniu obozu wolontariuszowego.To bylo jak pobudka ze snu zimowego :-) Odwiedzilem  dwie agencje rzadowe i wykonalem mase telefonow.Wydaje mi sie ze jest tu spora biurokracja i dublowanie funkcji. Gdy okazalo sie ze moge byc zaakceptowany jako wolontariusz pracujacy przy centrum turystycznym okolo 400 km dalej na polnoc, dowiedzialem sie ze musze miec inna wize. Dzis wiec pol dnia spedzilem dzwoniac i szukajac w internecie jaka jest procedura zmiany mojej wizy-wydaje mi sie ze wiem jak juz to wyglada. Mam jescze inne pomysly wiec sam do konca nie wiem jak sie to wszystko skonczy. Troche szkoda ze nie wiedzialem tego wszystkiego co teraz wiem kilka miesiecy temu. Ulatwiloby mi to znaczne zycie.Jak patrze na to wszystko  z boku (wyjazd na Alaske, szukanie obozu) to wyglada to na niezly Rock&Roll :-) :-)     Wczoraj bylem na obiedzie u Amerykanina, ktorego poznalem troche przypadkowo na pokazie slajdow. Pokazywal swoje slaidy w wypraw w gory Alaska Range. Ale zbyt duzo sie nie dowiedzialem jesli chodzi o jakies szczegoly. Dzis dostalem email od Chmiela. Jest juz w USA. Ci z was ktorzy go znaja wiedza ze to niezly "rokendrolowiec". Ma pracowac jako krupier w kasynie :-) Mam nadzieje ze mu bedzie dobrze szlo.

15.04.2003 g.2.11 PM wtorek UAF

Ps 18:3-4

3.Pan skala i twierdza moja, i wybawieniem moim. Bog moj opoka moja, na ktorej polegam. Tarcza moja i rogiem zbawienia mego, warownia moja. 4.Wolam: Niech bedzie Pan pochwalony!

14.04.2003  godz. 5.06 PM poniedzialek UAF

Od kilku dni utrzymuje sie dodatnia temperatura.Snieg na poboczach prawie stopnial. Dach w domu, w ktorym mieszkam jest uszkodzony gdyz co jakis czas kapie.W sobote bylem na Lidership summit-czyms w rodzaju szkolenia zorganizowanego przez samorzad studentow. Studenci nie byli zainteresowani gdyz przyszlo okolo 30 osob na 100 planowanych.Z San Diego przylecial specjalista od Lidership i mial bardzo ciekawe wyklady. POwiedzial miedzy innymi "Stop reading your book of life and start writing your book of life". Chyba dokladnie to robie :-)  Powiedzial tez, iz nalezy byc przygotowany na trzy rzeczy: risk, failure and rejection. Brzmi znajomo biorac pod uwage , iz  okazalo sie ze moja aplikacja wyslana ponad miesiac temu na volunteer camp dotarla o kilka dni za pozno i teraz czekam w  kolejce-na koncu. Znalazlem inny organizowany przez inna organizacje i wydawalo sie ze juz ale dzisiaj otrzymalem email ze slowami "the camp has been canceled". Mowie sobie " You have to be strong, man" i wiem ze przeciez "Failure is not an option".    Jutro i pojutrze odbeda sie wybory do lokalnego samorzadu studenckiego.Na zorganizowane spotkanie z kandydatami przyszli sami zainteresowani, kilku ich kolegow i ja :-) Godny pochwaly jest fakt iz nikt nie obiecywal "gruszek na wierzbie". Aczkolwiek dzisiaj dwojka kandydatow rozdawala Hamburgery z grilla. Naprawde ladnie pachnialo ale pokazalem silna wole i nie skusilem sie. Swoja droga to jestem ciekaw co by mowili gdyby  wiedzieli ze w SGH w trakcie wyborow rozdawano kiedys  mydlo Palmolive:-)

 

06.04.2003 niedziela UAF

Wczoraj bylem na imprezie organizowanej w uniwersyteckim pubie. Otoz kazdy dostawal kilkadziesiat tysiecy papierowych dolarow i mogl uczestniczyc w roznych grach hazardowych takich jak black jack, ruletka czy bingo. Za wygrane pieniadze mozna bylo pod koniec licytowac realne rzeczy takie jak szklanki, reklamowe, t-shirty i wiele innych. Przyszedlem troche pozno gdy juz wszyscy "grali" i nawet nie zamierzalem brac udzialu w calej zabawie. Jednak po tym jak otrzymalem 1 banknot 500 tysieczny zaczelem obstawiac pola w roletce gdzie prawdopodobienstwo wygranej jest najwieksze (wybralem kolory: czarny lub czerwony). Po jakims czasie,   wszystkie pieniadze zaczelem stawiac na kolor czerwony. Skonczylo sie na tym ze 6 lub 7 razy z rzedu kula stawala na czerwonym. "Zarobilem" okolo 130 milionow papierowych dolarow po czym dziewczyna ktora byla krupieka nie pozwolila mi obstawiac dalej oswiadczajac ze nie ma pieniedzy i dozwolone sa tylko male zaklady. Zaraz potem byl kolor czarny ale ja z "wygranymi pieniedzmi" juz sie tylko przypatrywalem.  Przed licytacja 2/3 pieniedzy oddalem dwom poznanym Amerykanom (byli troche zszokowani-jeden z nich wylicytowal od razu ogrodowy parasol :-)  a za reszte "kupilem" t-shirta. Teraz wiem co oznacza  rozbic kasyno :-)            Ale to iluzja bo w praktyce kasyno ZAWSZE wygrywa.

03.04.2003 czwartek UAF

Niestety socjalizm w Ameryce tez istnieje.Wlasnie toczy sie debata nad stanowym budzetem, w ktorym gubernator ( z partii Republikanskiej) zaproponowal redukcje wydatkow ale tez i nowe podatki, z ktorych jeden polega na nalozeniu podatku na nowo kupowane opony "z duzym bieznikiem" (studded tires)  w wysokosci 10 USD. W toku dyskusji wyglada ze osiagnieto kompromis i podatek ma objac wszystkie opony i wyniesc po 2.5 USD od sztuki. Szkoda komentarza. Tak wlasnie jest niszczony  Kapitalizm.

01.04.2003 wtorek UAF

Dzisiaj mialem ciekawa przygode. W trakcie kupywania zetonow autobusowych (za przejazdy mozna placic zetonami-wygladaja jak monety i kosztuja troche taniej niz normalne bilety) okazalo sie ze automat jest zepsuty i po wciagnieciu moich 5 USD nie chce wydac zetonow. Zrobilem jedyna mozliwa rzecz, ktora polegala na zadzwonieniu na numer widniejacy w automacie. Kobieta (jak sie okazalo z lokalnego departamentu komunikacji) szybko zapewnila mnie ze zetony przesla mi poczta. Na moja prosbe umowilismy sie ze odbiore je sam co tez uczynilem. W ramach rekompensaty za problemy oprocz 5 zakupionych sztuk otrzymalem 2 bonusowe. Niby normalne ale sami wiecie jak wygladaloby to w warszawskiej MPK.

30.03.2003 niedziela UAF

Okazalo sie ze dotrzec na nabozenstwo nie bylo tak latwo.Cerkiew jest oddalona o okolo 1.5 godziny drogi pieszo.Na dodatek pomylilem kierunki i koniec koncow spoznilem sie ponad 3 godziny.Gdyby nie prawoslawny duzy krzyz stojacy przy drodze to nie wiem czy bym trafil. Cerkiew byla juz zamknieta i wszyscy porozjezdzali sie do domow. Wszystkie koscioly wygladaja podobnie.Krzyze na dachu sa zadkoscia. Droga powrotna minela mi szybko gdyz wrocilem autostopujac. Wyglada  ze na alasce autostop jest latwo i przyjemna droga podrozowania.Mialem okazje poogladac alaskanskie widoki.Wszystko jest jeszcze zamarle- jakby spalo. Nawet drzewa iglaste nie sa zielone tylko jakies szare.Ale i tak ladnie to wszystko wyglada. Wszyscy pytani przeze mnie o wiosne odpowiadali zgodnie-koniec kwietnia, poczatek maja.

28.03.2003 piatek UAF

Bylem dzis na wykladzie, ktory jak sie okazalo prowadzil prawoslawny ksiadz, ktory jest tu kims w rodzaju specjalisty od wielokulturowosci. Dowiedzialem sie ze Alaska jest jednym z najbardziej roznorodnych kulturowo stanow USA. Poniewaz okazalo sie ze niedaleko Fairbanks jest cerkiew prawoslawna postanawiam wybrac sie tam w niedziele.

26.03.2003 sroda  UAF

Poniewaz mieszkam blisko Uniwersytetu, czesto tu jestem. Jest duzo ciekawych spotkan wiec postanawiam na nie przychodzic.

24.03.2003 poniedzialek.UAF

Mam juz konto w KeyBanku i stanowe prawo jazdy.To niesamowite jak szybko trwal egzamin (byl bardzo latwy) oraz zalatwienie formalnosci i to pomimo ze urzednik z ktorym rozmawialem nie znal stanowych przepisow i na poczatku robil mi problemy.Na szczescie wszystkiego o prawie jazdy  dowiedzialem sie w Anchorage i nie dalem sie. Wszystko (wraz ze zrobieniem zdjecia i wydaniem) zajelo okolo pol godziny. Postanawiam wynajac pokoj na miesiac w Fairbanks hostel. Turystow brak wiec wlascicielka wynajmuje pokoje dla studentow z Indii.

21.03.2003 piatek Univeristy of Alaska Fairbanks  

Po okolo 7 godzinach jazdy docieram do Fairbanks (okolo 200 km od kola podbiegunowego).Miasto mi sie podoba.Jest tu dosyc ladny kampus uniwersytecki (University of Alaska Fairbanks) tak wiec mam dostep do internetu.Temperatury sa zimowe(choc sniegu nie za duzo).W nocy -18 w dzien -8.Powietrze jest mrozne i rzeskie.Podoba mi sie.Dopiero teraz zdaje sobie sprawe ze pieniadze mi sie koncza.Na szczescie znajduje bankomat lokalnej Credit Union i na probe wyplacam 20 USD.Co za ulga.Zanim przyjda moje pieniadze z Polski za wynajecie pokoju moge zaplacic wyplacajac z bankomatu. Lokalna komunikacja autobusowa do konca marca jest bezplatna -taki maly lokalny socjal.

18.03.2003 wtorek                            

Z zalozeniem konta w banku nie jest tak prosto.Zapomnialem o jednej podstawowej rzeczy-trzeba podac jakis adres do korespondencji.  Jescze nie mam zadnego. Poniewaz okazuje sie ze jednak kursuja jakies autobusy (w we wtorki i piatki) do Fairbanks postanawiam tam zalozyc rachunek i postarac sie zdac egzamin na prawo jazdy. Nocuje w hostelu w Downtown-nic specjalnego. Wszystko wydaje mi sie tu inne.Drogi, samochody, obsluga w sklepach i "How are you doing?"

17.03.2003 poniedzialek

Po okolo 25 godzinach lotu o wpol do dwonastej w nocy  wyladowalem w Anchorage na Alasce. Reszte nocy spedzilem spiac na miekich fotelach w terminalu lotniska.i zastanawiajac sie coz mi przyniesie los w nastepnych tygodniach i miesiacach.